Nie chcę dobie nawet wyobrażać co ten psychopata mógł ze mną zrobić kiedy byłam nieprzytomna. Cóż, plus jest taki, że prynajmniej nie wyjebał mnie do jakiegoś morza, tylko zostawił w domu. Prawdę mówiąc byłam na serio roztrzęsiona wydarzeniami sprzed... No właśnie! Sprzed ilu? Może byłam nieobecna godziny, minuty... Na serio powinnam się w końcu podnieść z podłogi. Wtedy właśnie przeszył mnie straszliwy ból, a wszystkie obrazy sprzed ostatnich miesięcy przeleciały mi przed oczami. W głowie zaczęło mi pulsować, a bicie mojego serca w tej chwili było szybsze niż Harry, kiedy go znajdę. Wystraszona chciałam czym prędzej wstać i zadzwonić po karetkę jednak nogi odmówiły mi posłuszeństwa i ponownie upadłam na podłogę. Na domiar złego moje maleństwo zaczęło płakać. No tak, pewnie jest głodna, ale ja nie dam rady jej teraz nakarmić. Rozejżałam się po pokoju i na szafce obok łóżka dostrzegłam telefon. To nie jest tak daleko. Spięłam więc dupę i ostrożnie podeszłam na czworaczka do szafki. Wykręciłam numer Lou i czekałam, aż odbierze. Marne moje nadzieje, ponieważ brat miał mnie w dupie. Czyli jak zwykle gdy jest potrzebny. Obdzwoniłam jeszcze Zayna, Liama a nawer dzwoniłam do irlandczyka. Żaden nie odbierał. To pewnie nie był zbieg okoliczności. Mama jest w pracy, więc nie będę do niej dzwonić. Nie teraz kiedy sama musi utrzymywać mnie, siebie i Lilly. W końcu zadzwoniłam po karetkę. Serio jestem taka tępa, że nie przyszło mi to do głowy od razu? Ugh... Niecałe dziesięć minut później przyjechali funkcjonarjusze. Chyba tak się ich nazywa. No nie wiem. Wtedy powiedziałam do jednego z nich, kiedy kładli mnie na jakiś wózek :
- Przepraszam, ale na górze zostało moje dziecko. Miałabym w związku z tym proźbę do pana. Mógłby pan wziąć ją do szpitala razem ze mną, lub przynajmniej podwieść ją pod ten adres? - zapytałam go, podając mu adres domu Horana i chłopaków.
- Oczywiście, proszę się nie martwić. - usmiechnął się przyjaźnie.
- Niall' s POV-
Siedzieliśmy właśnie z chłopakami na kanapie oglądając jakiś denny film, kiedy nagle do drzwi zadzwonił dzwonek. Ciekawe kto to. Bo przecież nikt z nas nie spodziewa się gości.
- Ja otworzę. - powiedziałem podnosząc się.
Kiedy otworzyłem drzwi frontowe zauważyłem mężczyznę, który trzyma w nosidełku moją córeczkę. Szczerze mówiąc wkurwiłem się niemiłosiernie, a jeszcze bardziej stałem się zdenerwowany, kiedy kapnąłem się, że ów koleś jest w ciuchach, jakie noszą ci gostkowie co są w karetkach. Kurwa. Kate.
- Um, witam, zostałem przysłany przez pannę Kate Sparow. Cóż, mianowicie chodzi o to, że panna Kate została brutalnie pobita i zgwałcona, zabraliśmy ją zatem do szpitala, jednak prosiła ona by przekazać dziewczynkę panu...- zawachał się chwilę i spojrzał na kartkę którą wyjął z kieszeni - panu Horanowi. Dostałem ten adres i chciałbym się dowiedzieć, czy jest tu ów człowiek.
- Tak... To ja, ale... Ale co się tak właściwie stało Kate?! Boże, przecież ona była w ciąży.
- Więc kim pan dla niej jest? Rozumie pan, ale mogę udzielić informacji tylko członkom rozdziny.
- Jestem jej... - myśl Horan... - mężem
- Mają państwo inne nazwiska, a z tego, co wiem pańska "żona" podobno jest panną.
- Proszę mnie nie denerwować i w tej chwili mi powiedzieć, co się z nią stało!
- Przykro mi, ale nie mogę. Miałem panu tylko przekazać dziecko. Miłego dnia, dowidzenia.
Gościa chyba mocno pojebało. Jak sie kurwa pytam JAK ten dzień może być kurwa mać miły. Zamknąłem drzwi za tym typkiem i po woli przekręciłem się w stronę chłopców. Wszyscy patrzyli na mnie zdenerwowani. Ze "snu" wyrwał nas dopiero płacz małej. Zerknąłem na nią i uświadomiłem sobie, że za cholerę nie mam jak jej nakarmić. Kurwa.
- Lou masz w domu jakieś mleko dla dzieci, kaszkę, czy coś w tym stylu? Przecież musicie czymś karmić syna, no nie?
- Jasne, coś napewno mam, już idę do domu, znaczy zaraz wrócę.
- Ok, weź ze sobą jakieś pieluchy i rzeczy potrzebne do ogarnięcia dziecka, dobra?
- Jasne.
_________________________________________________
Ok, fanfary proszę xD napisałam ten rozdział z wielką chęcią i lekkością. Wiecie co to oznacza? Tak jest, wena ( odpukać, żeby nie zapeszyć) wróciła !!! Tak, rozdziały będą teraz tak raz na tydzień/dwa, ponieważ jestem do tego brutalnie zmuszana przez koleżankę z klasy ( tak Natalka, o ciebie mi chodzi xD). Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Jest on zadedykowany Oli G. Która ma dzisiaj ( a właściwie miała wczoraj, ale ciii) urodzinki ^^ Jak na siostrę z wyboru wypada, chciałabym złożyć Ci Olu najserdeczniejsze życzenia. Żebyś zawsze była uśmiechnięta, tak samo jebnięta umysłowo jak ja, żeby była równowaga xD, powodzenia w pisaniu, dużego kieszonkowego ;-) oraz, abyś wytrzymała ze mną do końca życia i o jeden dzień dłużej. Aha i oczywiście cierpliwości i wyrozumiałości dla siostry xD jednym słowem : sto lat !!!
PS. Piszcie swoje opinnie, bo każdy komentarz to ogromna motywacja robaczki <3 papa :*