wtorek, 10 listopada 2015

ROZDZIAŁ II " PRZYSŁANY PRZEZ PANNĘ KATE SPAROW"

Nie chcę dobie nawet wyobrażać co ten psychopata mógł ze mną zrobić kiedy byłam nieprzytomna. Cóż, plus jest taki, że prynajmniej nie wyjebał mnie do jakiegoś morza, tylko zostawił w domu. Prawdę mówiąc byłam na serio roztrzęsiona wydarzeniami sprzed... No właśnie! Sprzed ilu? Może byłam nieobecna godziny, minuty... Na serio powinnam się w końcu podnieść z podłogi. Wtedy właśnie przeszył mnie straszliwy ból, a wszystkie obrazy sprzed ostatnich miesięcy przeleciały mi przed oczami. W głowie zaczęło mi pulsować, a bicie mojego serca w tej chwili było szybsze niż Harry, kiedy go znajdę. Wystraszona chciałam czym prędzej wstać i zadzwonić po karetkę jednak nogi odmówiły mi posłuszeństwa i ponownie upadłam na podłogę. Na domiar złego moje maleństwo zaczęło płakać. No tak, pewnie jest głodna, ale ja nie dam rady jej teraz nakarmić. Rozejżałam się po pokoju i na szafce obok łóżka dostrzegłam telefon. To nie jest tak daleko. Spięłam więc dupę i ostrożnie podeszłam na czworaczka do szafki. Wykręciłam numer Lou i czekałam, aż odbierze. Marne moje nadzieje, ponieważ brat miał mnie w dupie. Czyli jak zwykle gdy jest potrzebny. Obdzwoniłam jeszcze Zayna, Liama a nawer dzwoniłam do irlandczyka. Żaden nie odbierał. To pewnie nie był zbieg okoliczności. Mama jest w pracy, więc nie będę do niej dzwonić. Nie teraz kiedy sama musi utrzymywać mnie, siebie i Lilly. W końcu zadzwoniłam po karetkę. Serio jestem taka tępa, że nie przyszło mi to do głowy od razu? Ugh... Niecałe dziesięć minut później przyjechali funkcjonarjusze. Chyba tak się ich nazywa. No nie wiem. Wtedy powiedziałam do jednego z nich, kiedy kładli mnie na jakiś wózek :
- Przepraszam, ale na górze zostało moje dziecko. Miałabym w związku z tym proźbę do pana. Mógłby pan wziąć ją do szpitala razem ze mną, lub przynajmniej podwieść ją pod ten adres? - zapytałam go, podając mu adres domu Horana i chłopaków.
- Oczywiście, proszę się nie martwić. - usmiechnął się przyjaźnie.

- Niall' s POV-

Siedzieliśmy właśnie z chłopakami na kanapie oglądając jakiś denny film, kiedy nagle do drzwi zadzwonił dzwonek. Ciekawe kto to. Bo przecież nikt z nas nie spodziewa się gości.
- Ja otworzę. - powiedziałem podnosząc się.
Kiedy otworzyłem drzwi frontowe zauważyłem mężczyznę, który trzyma w nosidełku moją córeczkę. Szczerze mówiąc wkurwiłem się niemiłosiernie, a jeszcze bardziej stałem się zdenerwowany, kiedy kapnąłem się, że ów koleś jest w ciuchach, jakie noszą ci gostkowie co są w karetkach. Kurwa. Kate.
- Um, witam, zostałem przysłany przez pannę Kate Sparow. Cóż, mianowicie chodzi o to, że panna Kate została brutalnie pobita i zgwałcona, zabraliśmy ją zatem do szpitala, jednak prosiła ona by przekazać dziewczynkę panu...- zawachał się chwilę i spojrzał na kartkę którą wyjął z kieszeni - panu Horanowi. Dostałem ten adres i chciałbym się dowiedzieć, czy jest tu ów człowiek.
- Tak... To ja, ale... Ale co się tak właściwie stało Kate?! Boże, przecież ona była w ciąży.
- Więc kim pan dla niej jest? Rozumie pan, ale mogę udzielić informacji tylko członkom rozdziny.
- Jestem jej... - myśl Horan... - mężem
- Mają państwo inne nazwiska, a z tego, co wiem pańska "żona" podobno jest panną.
- Proszę mnie nie denerwować i w tej chwili mi powiedzieć, co się z nią stało!
- Przykro mi, ale nie mogę. Miałem panu tylko przekazać dziecko. Miłego dnia, dowidzenia.

Gościa chyba mocno pojebało. Jak sie kurwa pytam JAK ten dzień może być kurwa mać miły. Zamknąłem drzwi za tym typkiem i po woli przekręciłem się w stronę chłopców. Wszyscy patrzyli na mnie zdenerwowani. Ze "snu" wyrwał nas dopiero płacz małej. Zerknąłem na nią i uświadomiłem sobie, że za cholerę nie mam jak jej nakarmić. Kurwa.
- Lou masz w domu jakieś mleko dla dzieci, kaszkę, czy coś w tym stylu? Przecież musicie czymś karmić syna, no nie?
- Jasne, coś napewno mam, już idę do domu, znaczy zaraz wrócę.
- Ok, weź ze sobą jakieś pieluchy i rzeczy potrzebne do ogarnięcia dziecka, dobra?
- Jasne.

_________________________________________________

Ok, fanfary proszę xD napisałam ten rozdział z wielką chęcią i lekkością. Wiecie co to oznacza? Tak jest, wena ( odpukać, żeby nie zapeszyć) wróciła !!! Tak, rozdziały będą teraz tak raz na tydzień/dwa, ponieważ jestem do tego brutalnie zmuszana przez koleżankę z klasy ( tak Natalka, o ciebie mi chodzi xD). Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba. Jest on zadedykowany Oli G. Która ma dzisiaj ( a właściwie miała wczoraj, ale ciii) urodzinki ^^ Jak na siostrę z wyboru wypada, chciałabym złożyć Ci Olu najserdeczniejsze życzenia. Żebyś zawsze była uśmiechnięta, tak samo jebnięta umysłowo jak ja, żeby była równowaga xD, powodzenia w pisaniu, dużego kieszonkowego ;-) oraz, abyś wytrzymała ze mną do końca życia i o jeden dzień dłużej. Aha i oczywiście cierpliwości i wyrozumiałości dla siostry xD jednym słowem : sto lat !!!
PS. Piszcie swoje opinnie, bo każdy komentarz to ogromna motywacja robaczki <3 papa :*

czwartek, 29 października 2015

ROZDZIAŁ I ,,EHH...NATURA...

 Następny dzień miał być zwykły, taki jak zawsze. Monotonny i spędzony przy telewizorze...  Jednak, nie dane mi było nawet się porządnie wyspać, ponieważ ze snu obudziła mnie chęć zwymiotowania wszystkich swoich wnętrzności. Tak więc zerwałam się z łóżka około godziny 5:30 i jak wiadomo nie mogłam już zasnąć... Może to chore, ale jedyne czego teraz naprawdę potrzebuje to przywalenie Horan' owi z prawego sierpowego w jego parszywą twarz za to, że doprowadził mnie do takiego stanu, na dodatek upokarzając mnie przed całym światem, bo musiał sobie kurwa pójść na dziwki kiedy był w trasie, bo już nie mógł cholera jasna wytrzymać... Kiedy się tak zastanowię, to dochodzę do jakże filozoficznego wniosku, że byłam kretynką przyjmując jego zaręczyny i jeszcze większą debilką się stałam, kiedy dałam mu się przelecieć... Jednak bezcenny był widok jego miny, kiedy rzuciłam w niego tym głupim pierścionkiem... Ugh.. Moje życie to jakieś fan fiction gimbusa, czy coś ? Bo serio powoli zaczynam tak to odczuwać... Tak na poważnie to nie mam pojęcia, co mogłabym porobić dzisiejszego dnia. Co prawda nie chce mi się nic - jak ostatnio co raz częściej, ale z drugiej strony siedzieć tak kolejny dzień nie ma sensu. Powinnam w końcu przestać się nad sobą użalać i zrobić coś z sobą. Ostatnio bardzo zaniedbałam kontakty ze swoimi znajomymi. Postanowiłam więc ogarnąć się i zejść na dół. 

Kiedy skończyłam było około godziny 6:00, więc mam powinna być na dole i szykować się do pracy. Tak też właśnie było. Na dole zauważyłam, że rodzicielka kończy pić kawę więc podeszłam do niej.
- Hej mamo
- Cześć Kate, czemu wstałaś tak wcześnie? 
- Ehh... Natura.. No nie ważne, do której dzisiaj pracujesz.
- Do 18:00, a coś się stało, że pytasz? - Serio musi coś się stać, żebym chciała wiedzieć kiedy moja rodzicielka kończy zmianę?
- Nie, tak po prostu pytam. 
- Okey, a jak tam, dobrze się czujesz?
- Tia.. powiedzmy, że bywało lepiej...

-8:00-

Pogawędziłam jeszcze trochę z mama, ale ta musiała już iść do pracy. Zgadnijcie więc co mogłam robić? Oczywiście, że oglądać tą pieprzoną telewizję... Zresztą mniejsza o to, właściwie to mam w plan pójść na zakupy kupić sobie trochę ciuchów no i ogólnie kilka innych rzeczy. Co prawda jest jeszcze wcześnie, ale galeria jest otwarta od 8:25 Więc zanim dojdę na pewno będzie ta godzina. Ale nie pójdę tam sama, no bo przecież nie wejdę z Lilly do przymierzalni... Zadzwonię po Hazz' ę, a może po Lou... albo Alex, albo po nich wszystkich! Nie no bez przesady.. Po prostu pójdę do chłopców i zbiorę wianuszek chętnych zakupoholików... Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie, ale tylko pod warunkiem, że Horan postanowi jednak zostać w domu. 

Już miałam wychodzić, kiedy dostałam SMS' a od nieznanego numeru. Mając nadzieje, że to tylko jakaś kolejna reklama otworzyłam wiadomość, jednak w środku niej było zdjęcie tej dziwki, której imię zaczyna się na J. Oraz Niall'a. Oczywiście wszystko nie miało by sensu gdyby właściciel numeru ( którym zapewne jest ta sucz) nie wysłał mi za przeproszeniem pierdyliarda wiadomości ze zdjęciami, na których, że się tak wyrażę dziewczyna próbuje zaimponować mojemu byłemu swoim ciałem. Tak, to jest bardzo delikatnie ujęte. Cóż, przykro mi mała dziwko, ale raczej mu nie zaimponujesz swoimi kośćmi, no jakby nie było mnie też już (wcześniej) widział, więc możesz pomarzyć. Niestety, w normalnych okolicznościach miałabym na to wyjebane delikatnie mówiąc, jednak w ciąży moje humory są jak flaga.  Czyli podsumowując byłam na nich wkurwiona, chciało mi się śmiać z ich żałości, oraz jednocześnie dołączyć się do trójkątu. Kiedy teraz tak o tym myślę to przez ten ostatni punkt chce mi się zwymiotować. Niesamowicie sfrustrowana jebnęłam telefonem o ścianę roztrzaskując go przy okazji na miliony małych kawałków. Cóż, kurwa. Kiedy już się uspokoiłam poszłam do kuchni, aby napić się wody. Jednak po drodze zauważyłam, że ktoś w czarnej czapce, oraz ubiorze tego samego koloru próbuje przejść przez płot. Zajebiście ja rozjebałam telefon a tu nie daj Boże jakiś zbok próbuje się włamać. Jednym słowem mam przejebane. Szybko pobiegłam na górę. Przez okno w moim pokoju patrzyłam na tego gościa w między czasie szukając jakiegoś telefonu stacjonarnego. Jak na złość nigdzie go kurwa nie było. Zrezygnowana usiadłam na łóżku mając nadzieje, że ten koleś sobie jednak odpuści. Niestety moje naiwne marzenia poszły się walić kiedy usłyszałam odgłos zbijanej szyby. Kurwa mać. Nagle do pokoju wszedł on. 
- Harry ?! - zapierdole go poduszką. Obiecuję. - Czy ty sobie kurwa zdajesz spr... - nie dokończyłam ponieważ zatkał mi usta ręką. 
- Zamknij się mała szmato. - wyszeptał mi do ucha. To się wkurwiłam i go ugryzłam- Ała!
 - Styles, co ty kurwa odpierdalasz?! 
- Już za długo czekam. I nie mam zamiaru robić tego ani chwili dłużej. 
-Czego ?

______________________________________________________

Cóż, jest nowy rozdział, zakończył się trochę jakby... tak z dupy xD ale w kolejnym wszystko zostanie wyjaśnione. Tak jak obiecałam dodaję rozdział, a wy koniecznie piszcie czy jest Ok. Tak więc chyba tyle chciałam powiedzieć. Dobrej nocy, papa


wtorek, 13 października 2015

INFORMACJE : NIE JESTEM ROBOTEM !


Hm.. Hej kochani. Przykro mi z powodu tego, że nie było przez dłuższy czas rozdziałów, ale miałam jakby to powiedzieć.. małe problemy z sobą. Na do datek problemy z tarczyca wcale nie ułatwiały sprawy. Kiedy wyszłam z doła w jakiego wpakowali mnie rówieśnicy z nowej klasy miałam mega dużo koncertów razem z moim zespołem/ orkiestrą - Jak kto woli. Rozumiecie.. Napięty grafik, co drugie dzień próby po 2 godziny, co na instrumencie dętym takim jak saksofon wytrzymać proste nie jest, a potem koncerty. Kiedy ta fala muzyki się skończyła miałam mały wypadek w szkole i włożyli mnie w kołnierz ortopedyczny i zostało mi go donosić 2 tygodnie, a potem już tylko rehabilitacje, tygodniowy wyjazd do Londynu i blog. Duużo czasu dla blogów. Naprawdę z całego serca żałuję, że nie mogłam przez pewien ( około 2 miesięcy) okres pisać, ale niestety, nie jestem robotem i nie mogę robić pierdyliarda rzeczy na raz. Więc grafik przedstawia się następująco : 1.11.2015 wracam do Polski i jest to Niedziela. Więc jakoś tak środa / czwartek powinien pojawić się rozdział, który już troszeczkę zaczęłam ;) Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim aniołkom, które napisały pod ostatnim rozdziałem kilka miłych komentarzy :) Ale musicie mnie zrozumieć. Owszem, rozdziały mogą być rzadko, ale po prostu na większą ich ilość nie pozwala mi życie :') A tutaj macie robione właśnie teraz zdjęcie, jeżeli nie wierzycie :



                              




Czekajcie na rozdział, jeżeli ktokolwiek tu jeszcze jest. Trzymajcie się misie  <3

sobota, 29 sierpnia 2015

PROLOG

- 3 miesiące później -
No więc tak. Od tego całego zamieszania minęły 3 miesiące. Ja i no.. Sami wiecie kto ( Nie, nie Voldemord xD) nie odzywamy się do siebie. Lilly urosła na słodkiego bobasa i ma już 5 miesięcy ! Jak ten czas leci...

A wicie, co jest najśmieszniejsze, a zarazem najbardziej irytujące w tym wszystkim ? On :



Ten człowiek szczerze mnie przeraża... Od miesiąca za każdym razem, kiedy go widzę, ten próbuje do mnie zarywać. Co za gatunek. Ale póki co nie będę podejmowała żadnych czynów, by dać mu się uwieść. raz już tak zrobiłam, za co dostałam później od życia porządnego kopa w dupsko. Niech sobie flirtuje, póki nie podchodzi to pod psychopatę. Zastanawiacie się pewnie : A gdzie ty właściwie mieszkasz i co z tamtym domem ? No więc mieszkam u mamy, a Lilly razem ze mną. tamto mieszkanie sprzedaliśmy jakiejś starszej parze. Ciążę z wielkim bólem, ale postanowiła donosić i okazało się, że to chłopiec. Mam nadzieję, że nie będzie takich niespodzianek jak ostatnio.. No wiecie Lilly miała być bliźniakami... CHŁOPCAMI. 
Muszę się wam przyznać, że od kilku dni męczy mnie taka nuda, że masakra. Serio, obejrzałam już chyba wszystkie filmy na świecie, wyżarłam tone popcornu, a mamy i tak w domu zazwyczaj nie ma bo pracuję, więc właściwie jestem sama. Dobrze przynajmniej, że mam Lilly, bo chyba bym zwariowała, a tak przynajmniej mam się czymś zająć, chociaż i to na dłuższą metę nie wystarcza, no bo bo kurwy nędzy mam 21 lat i powinno opierać się na imprezach ze znajomymi, na szaleństwie i ogólnie powinno być inne, a jakie jest ? Mam dziecko i jestem w ciąży z facetem, który zdradził mnie z suką z Polski, a na dodatek nawet ze sobą nie rozmawiamy. Moje życie jest do dupy, może napisze kiedyś z tego książkę, albo założę o tym jakiegoś bloga. Będzie szedł jak ciepłe bułeczki. To wszystko serio jest pojebane. Właściwie, to czas się rozerwać, podsyłam Lilly Horan' owi, i idę zaszaleć do klubu. Tylko bez alkoholu, to co to za zabawa ? No i cały plan legł w gruzach. Ciekawe, jak ja mam zamiar w ciąży najebać się do nieprzytomności, skoro nie mogę nawet łyka zwykłego szampana.... Tak jak już mówiłam : moje życie nie ma sensu.

_________________________________________________________________________________

Dobra, tak, tak wiem, nie bijcie. Wiem, że rozdział miał być przynajmniej 10 dni temu, ale w przeciwieństwie do Kate mam za dużo spraw. Wiecie gimnazjum, nowa szkoła, latanie za książkami, zeszytami, plecakiem, chociaż nie, ja mam torbę a nie plecak xD No i okładki, piórniki i te inne głupoty. Ale niech to będzie rozdział a raczej prolog, na początek roku szkolnego który już za 
 dni u mnie, może u was troszkę inaczej... No cóż, zostało mi napisać tylko jeszcze po rozdziale do innych blogów i temat Blogger chwilowo odpoczywa. I serio przepraszam, że jest dopiero teraz rozdział, ale niestety do wszystkich spraw organizacyjnych dochodzi jeszcze kompletny BRAK WENY.  No ale co ja będę wam o tym pisać, to wy piszcie mi czy podoba wam się prolog i rozsyłajcie to znajomym i w ogóle :D Miłego dnia, nocy, czy czegoś tam papa <3


piątek, 14 sierpnia 2015

POCZĄTEK

Ok, więc pewnie większość, jeżeli nie wszyscy czekacie na rozwinięcie akcji z poprzedniej części : You and I, więc jeżeli jesteś tutaj nowy to przeczytaj ją najpierw, ponieważ na 100 % bez zapoznania się z nią nie zrozumiesz o co w tym chodzi ;) A tutaj proszę link :http://httpsyouandi.blogspot.com/


Ok, właściwie to tyle mam do przekazania. Miłej reszty dnia :) Niedługo pojawią się nowe rozdziały papa <3