Następny dzień miał być zwykły, taki jak zawsze. Monotonny i spędzony przy telewizorze... Jednak, nie dane mi było nawet się porządnie wyspać, ponieważ ze snu obudziła mnie chęć zwymiotowania wszystkich swoich wnętrzności. Tak więc zerwałam się z łóżka około godziny 5:30 i jak wiadomo nie mogłam już zasnąć... Może to chore, ale jedyne czego teraz naprawdę potrzebuje to przywalenie Horan' owi z prawego sierpowego w jego parszywą twarz za to, że doprowadził mnie do takiego stanu, na dodatek upokarzając mnie przed całym światem, bo musiał sobie kurwa pójść na dziwki kiedy był w trasie, bo już nie mógł cholera jasna wytrzymać... Kiedy się tak zastanowię, to dochodzę do jakże filozoficznego wniosku, że byłam kretynką przyjmując jego zaręczyny i jeszcze większą debilką się stałam, kiedy dałam mu się przelecieć... Jednak bezcenny był widok jego miny, kiedy rzuciłam w niego tym głupim pierścionkiem... Ugh.. Moje życie to jakieś fan fiction gimbusa, czy coś ? Bo serio powoli zaczynam tak to odczuwać... Tak na poważnie to nie mam pojęcia, co mogłabym porobić dzisiejszego dnia. Co prawda nie chce mi się nic - jak ostatnio co raz częściej, ale z drugiej strony siedzieć tak kolejny dzień nie ma sensu. Powinnam w końcu przestać się nad sobą użalać i zrobić coś z sobą. Ostatnio bardzo zaniedbałam kontakty ze swoimi znajomymi. Postanowiłam więc ogarnąć się i zejść na dół.
Kiedy skończyłam było około godziny 6:00, więc mam powinna być na dole i szykować się do pracy. Tak też właśnie było. Na dole zauważyłam, że rodzicielka kończy pić kawę więc podeszłam do niej.
- Hej mamo
- Cześć Kate, czemu wstałaś tak wcześnie?
- Ehh... Natura.. No nie ważne, do której dzisiaj pracujesz.
- Do 18:00, a coś się stało, że pytasz? - Serio musi coś się stać, żebym chciała wiedzieć kiedy moja rodzicielka kończy zmianę?
- Nie, tak po prostu pytam.
- Okey, a jak tam, dobrze się czujesz?
- Tia.. powiedzmy, że bywało lepiej...
-8:00-
Pogawędziłam jeszcze trochę z mama, ale ta musiała już iść do pracy. Zgadnijcie więc co mogłam robić? Oczywiście, że oglądać tą pieprzoną telewizję... Zresztą mniejsza o to, właściwie to mam w plan pójść na zakupy kupić sobie trochę ciuchów no i ogólnie kilka innych rzeczy. Co prawda jest jeszcze wcześnie, ale galeria jest otwarta od 8:25 Więc zanim dojdę na pewno będzie ta godzina. Ale nie pójdę tam sama, no bo przecież nie wejdę z Lilly do przymierzalni... Zadzwonię po Hazz' ę, a może po Lou... albo Alex, albo po nich wszystkich! Nie no bez przesady.. Po prostu pójdę do chłopców i zbiorę wianuszek chętnych zakupoholików... Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie, ale tylko pod warunkiem, że Horan postanowi jednak zostać w domu.
Już miałam wychodzić, kiedy dostałam SMS' a od nieznanego numeru. Mając nadzieje, że to tylko jakaś kolejna reklama otworzyłam wiadomość, jednak w środku niej było zdjęcie tej dziwki, której imię zaczyna się na J. Oraz Niall'a. Oczywiście wszystko nie miało by sensu gdyby właściciel numeru ( którym zapewne jest ta sucz) nie wysłał mi za przeproszeniem pierdyliarda wiadomości ze zdjęciami, na których, że się tak wyrażę dziewczyna próbuje zaimponować mojemu byłemu swoim ciałem. Tak, to jest bardzo delikatnie ujęte. Cóż, przykro mi mała dziwko, ale raczej mu nie zaimponujesz swoimi kośćmi, no jakby nie było mnie też już (wcześniej) widział, więc możesz pomarzyć. Niestety, w normalnych okolicznościach miałabym na to wyjebane delikatnie mówiąc, jednak w ciąży moje humory są jak flaga. Czyli podsumowując byłam na nich wkurwiona, chciało mi się śmiać z ich żałości, oraz jednocześnie dołączyć się do trójkątu. Kiedy teraz tak o tym myślę to przez ten ostatni punkt chce mi się zwymiotować. Niesamowicie sfrustrowana jebnęłam telefonem o ścianę roztrzaskując go przy okazji na miliony małych kawałków. Cóż, kurwa. Kiedy już się uspokoiłam poszłam do kuchni, aby napić się wody. Jednak po drodze zauważyłam, że ktoś w czarnej czapce, oraz ubiorze tego samego koloru próbuje przejść przez płot. Zajebiście ja rozjebałam telefon a tu nie daj Boże jakiś zbok próbuje się włamać. Jednym słowem mam przejebane. Szybko pobiegłam na górę. Przez okno w moim pokoju patrzyłam na tego gościa w między czasie szukając jakiegoś telefonu stacjonarnego. Jak na złość nigdzie go kurwa nie było. Zrezygnowana usiadłam na łóżku mając nadzieje, że ten koleś sobie jednak odpuści. Niestety moje naiwne marzenia poszły się walić kiedy usłyszałam odgłos zbijanej szyby. Kurwa mać. Nagle do pokoju wszedł on.
- Harry ?! - zapierdole go poduszką. Obiecuję. - Czy ty sobie kurwa zdajesz spr... - nie dokończyłam ponieważ zatkał mi usta ręką.
- Zamknij się mała szmato. - wyszeptał mi do ucha. To się wkurwiłam i go ugryzłam- Ała!
- Styles, co ty kurwa odpierdalasz?!
- Już za długo czekam. I nie mam zamiaru robić tego ani chwili dłużej.
-Czego ?
______________________________________________________
Cóż, jest nowy rozdział, zakończył się trochę jakby... tak z dupy xD ale w kolejnym wszystko zostanie wyjaśnione. Tak jak obiecałam dodaję rozdział, a wy koniecznie piszcie czy jest Ok. Tak więc chyba tyle chciałam powiedzieć. Dobrej nocy, papa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz